ŁKS - KSZO Ostrowiec 0:0 - trudna rola faworyta

Dariusz Kuczmera
Zrezygnowany Marcin Smoliński. To nie tak miało być
Zrezygnowany Marcin Smoliński. To nie tak miało być Krzysztof Szymczak
Gdyby ten mecz rozgrywany był kilkanaście lat temu i decydował o uratowaniu KSZO przed spadkiem, to bukmacherzy wcześniej wycofaliby tę parę z zestawu notowań. Bo wiadomo, że jeden drugiemu poda rękę w nieszczęściu. I po ostatnim gwizdku sędziego bukmacherzy przyznaliby sobie rację.

Gramy jednak teraz w wolnej od korupcji Polsce, wynik o niczym nie decydował, a jedynie uświadamia wszystkim, że rola zdecydowanego faworyta jest trudna. Podświadomie lekceważy się słabeusza i ten niespodziewany remis to skutki zbyt delikatnego podejścia do meczu. Jeśli dodać brak szczęścia ełkaesiaków i furę szczęścia gości, już wiemy dlaczego padł remis.

Przestrzegaliśmy przed meczem, że KSZO potrafiło zremisować w Gliwicach z Piastem. Może te sensacyjne remisy drużyny z Ostrowca to znak, że do ekstraklasy awansują ŁKS i Piast? Z drugiej zaś strony byliśmy przekonani o sukcesie.

Po raz pierwszy w tym sezonie w meczu ŁKS nie padła ani jedna bramka. Po raz pierwszy od 4 września (remis 1:1 z Podbeskidziem) ełkaesiacy też nie wygrali. Przypomnijmy piękną serię dziewięciu wygranych z rzędu: Kluczbork 2:1, GKP Gorzów 1:0, Radzionków 4:2, Kolejarz 1:0, Polkowice 1:0, Nieciecza 3:2, Odra 2:0, Katowice 3:1, Sandecja 3:1. Milimetrów brakowało niekiedy, by wygrana dziesiąta z rzędu też miała miejsce. W spotkaniu z KSZO rzeczywiście ełkaesiacy nie grali zachwycająco, ale dwa, trzy gole paść spokojnie mogły.

W pierwszej połowie najlepsze okazje łodzianie stworzyli w 22 i 26 minucie. Najpierw Dariusz Kłus podał do Artura Gieragi, a ten wzdłuż bramki do Marcina Mięciela. Piłka po strzale napastnika łodzian trafiła jednak w nogi bramkarza KSZO.

Zaledwie cztery minuty później Krzysztof Mączyński strzelił z wolnego z ponad 20 metrów,. Bramkarz gości Michał Wróbel ofiarnie interweniował i odbił piłkę na poprzeczkę. Brakowało dosłownie milimetrów.

Najskuteczniejszy napastnik Marcin Mięciel ŁKS mógł w pierwszej połowie strzelić też gole w 19 minucie (gdy zamiast podać do niepilnowanego Marcina Smolińskiego wdał się w drbyling i stracił piłkę) oraz w 40 minucie (gdy po zagraniu w trójkącie z klepki z Krzysztofem Mączyńskim próbował strzelić gola czubkiem buta, lecz trafił w bramkarza gości).

W końcówce pierwszej połowy żółtą kartką ukarany został Mariusz Mowlik. To już siódma w tym sezonie kartka ełkaesiaka, a zatem eliminuje go z następnego meczu z Flotą w Świnoujściu.

ŁKS miał przewagę, ale w ostatnich minutach pierwszej części groźnie skontrowało KSZO. Zaatakował były ełkaesiak Damian Nawrocik, na szczęście brakło mu precyzji. Później Bogusław Wyparło dwa razy uratował drużynę ŁKS. Efektownie obronił strzał Białka z wolnego z 18 metrów, a chwilę później przerzucił nad poprzeczką piłkę po dalekim strzale, prawie spod linii bocznej, innego byłego ełkaesiaka Jakuba Cieciury.

Druga połowa nie różniła się niczym od pierwszej. ŁKS atakował stwarzał sytuacje podbramkowe, ale bramka gości była jak zaczarowana. W 52 minucie wolnego dośrodkował Marcin Smoliński wprost na głowę Mariusza Mowlika. Piłka po strzale ełkaesiaka zmierzała jednak w sam środek bramki KSZO i Michał Wróbel nogami obronił.

Gdyby Mowlikowi udało się uderzyć w róg, tego strzału nie obroniłby żaden bramkarz świata.

Mniej aktywny niż zwykle był tym razem Jakub Kosecki, ale młodość ma też swoje prawa. Nie zawsze można grać na maksa. "Kosa" wychodził nawet do dogodnych sytuacji, ale trafiał na kamień w postaci ostro i zdecydowanie interweniujących obrońców. Jak choćby na początku drugiej połowy, gdy Piotr Klepczarek zagrał do Marcina Mięciela, a ten właśnie do Jakuba Koseckiego. Wejście w pole karne, zostało zneutralizowane zdecydowanym atakiem obrońcy KSZO. Kosecki przewrócił się, stracił piłkę, ale o karnym mowy być nie mogło.

I jak w pierwszej połowie swoje okazje mieli też goście. Na szczęście bezbłędny był Bogusław Wyparło. Wybił piłkę na róg po zaskakującym strzale Adriana Frańczaka zza narożnika pola karnego. Skutecznie interweniował też po uderzeniu Jakuba Kapsy z ostrego kąta. Na 5 minut przed końcem inny rezerwowy KSZO Klaudiusz Łatkowski w dobrej sytuacji chybił.

W ostatnich minutach zrobiło się nerwowo. Goście kradli czas "leżakowaniem" na boisku, udając prawie nieżywych. Poczynaniami gospodarzy sterował pośpiech, a on jest złym doradcą.

Przed ełkaesiakami jeszcze jeden mecz z groźną na własnym boisku Flotą. Wygrana w Świnoujściu pozwoli utrzymać dystans do rywali, których oddech już czuć na plecach lidera.

ŁKS – KSZO Ostrowiec 0:0
Sędziował: Wojciech Krztoń (Olsztyn).
Widzów: 4.046
ŁKS: Wyparło - Gieraga, Łabędzki, Mowlik, Klepczarek - Smoliński, Mączyński, Kłus, Kujawa, Kosecki (71, Golański) - Mięciel. Trener: Andrzej Pyrdoł.
KSZO: Wróbel - Cieciura, Skórnicki, Dybiec, Lasocki- Frańczak, Kanarski, Białek, Mąka, Wolański (80, Łatkowski) - Nawrocik (59, Kapsa). Trener: Czesław Jakołcewicz.

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie