Ginekologia do likwidacji?

(pat)
Pacjentki oddziału ginekologiczno-położniczego są zadowolone z opieki. Jednak nie wiadomo, czy 1 kwietnia będzie miał kto się nimi zająć.
Pacjentki oddziału ginekologiczno-położniczego są zadowolone z opieki. Jednak nie wiadomo, czy 1 kwietnia będzie miał kto się nimi zająć. archiwum
Oddziałowi ginekologiczno-położniczemu szpitala grozi... zamknięcie. Dojdzie do niego, jeżeli władze miasta oraz kierownictwo Pabianickiego Centrum Medycznego nie wypracują porozumienia z lekarzami w kwestii wysokości wynagrodzeń.

Dla mieszkanek Pabianic i powiatu oznacza to konieczność leczenia się i rodzenia dzieci w szpitalach ościennych miast. I to już wiosną...

Przyczyną konfliktu stały się pieniądze. Zdaniem prezydenta Zbigniewa Dychto, ginekolodzy i położnicy, a ściślej - trzech, których przyjęto do pracy, gdy dyrektorem placówki był Witold Barszcz, zarabiają za dużo. Wzrost ich wynagrodzeń nastąpił na podstawie aneksów do umów o pracę, o których prezydent, jak stwierdził na czwartkowej konferencji prasowej, nie wiedział.

- Aneksy, po uzgodnieniu z prezesem PCM, zostały wymówione - mówił Zbigniew Dychto. - Wówczas trzej pozostali lekarze złożyli wymówienia. A my mamy się poprawić. Od 1 listopada 2009 roku (wtedy oficjalnie w miejsce likwidowanego SP ZOZ powstało Pabianickie Centrum Medyczne - przyp. red.) szpital jest wypłacalny. I nie pozwolę, by pewna grupa ludzi zniszczyła wypracowany dorobek.

Chodzi o to, że w obliczu zbyt dużych w ocenie prezydenta oczekiwań pracowników oddział ginekologiczno-położniczy przyniósł przez rok niemal 1,5 mln zł strat. Na etacie pracuje tam obecnie sześciu lekarzy. Kto zająłby się pacjentkami, gdyby pożegnali się z pabianickim szpitalem?

- Nawet jeżeli dojdzie do sytuacji, że trzeba będzie zamknąć oddział, nikt nie będzie mnie straszył odejściem. Jeżeli nie zostanie wypracowane wspólne stanowisko, lekarzy, którzy tam teraz pracują, nie będzie od 1 kwietnia. Szukamy nowych, różnymi drogami - stwierdza prezydent.

Z punktu widzenia lekarzy sprawa wygląda inaczej. Do umów o pracę dołączono aneksy, a zagwarantowane w nich na trzy miesiące dodatkowe wynagrodzenie miało stać się jego integralną częścią, pod warunkiem, że niemal pusty oddział ginekologiczno-położniczy zacznie funkcjonować lepiej. Chodziło o zwiększenie liczby pacjentek, a tym samym porodów, zabiegów, operacji...

- Spełniliśmy te oczekiwania, pracy jest dużo. Niestety, już we wrześniu próbowano nam wypowiedzieć aneksy, czyli właściwie warunki umowy o pracę - mówi doktor Wojciech Zawalski, zastępca kierownika oddziału ginekologiczno-położniczego. - Pod koniec grudnia otrzymaliśmy wypowiedzenia, oznaczające obniżenie wynagrodzeń. Ale ani ja, ani moi dwaj koledzy nie mogliśmy się na to zgodzić. Sytuacja jest więc dla nas równoznaczna z rozpoczęciem od początku stycznia trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia.

Lekarze uważają również, że wysokość strat, jakie miał przynieść oddziałw minionym roku, została zawyżona. Ich zdaniem, gdyby wydatki były liczone tak, jak były ponoszone, a nie dopisywano do nich nie wiadomo skąd wziętych kwot, straty byłyby o wiele mniejsze.

Kilka dni temu na biurko dyrekcji PCM trafił opracowany przez lekarzy program oszczędnościowy dla oddziału. Czy zostanie zaakceptowany? Na poniedziałek zaplanowane jest spotkanie obydwu stron, na którym prawdopodobnie będzie omawiany zarówno ten temat, jak i kwestia wynagrodzeń.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie